Jesteś tutaj: Strona głównaSylwetki liderówWywiad z Przemkiem Salejem, uczniem klasy IIIa

Wywiad z Przemkiem Salejem, uczniem klasy IIIa

Siatkach, koszykarz, piłkarz, biegacz oraz uczestnik innych dyscyplin sportowych. Na swoim koncie ma sukcesy indywidualne i drużynowe na skali nawet ogólnopolskiej. Otaczający się ludźmi, zawsze z uśmiechem na ustach i zapałem do pracy. Przedstawiam wam nikogo innego, jak ucznia klasy IIIa Przemka Saleja.

W jaki sposób i kiedy po raz pierwszy znalazłeś się na boisku? Zawsze było tak, że ja chciałem grać, ale rodzice mi nie pozwalali. W połowie piątej klasy zacząłem grać w piłę i nauczyciele coś tam zaczęli o mnie myśleć i to właśnie wtedy pewnie byłem na pierwszych zawodach. Nie były wysokie rangą, bo pewnie tylko gminne. Ale dla mnie to było coś wielkiego bo pierwszy raz zagrałem!

Czy wtedy już myślałeś że powiążesz swoje życie ze sportem? Tak. Od małego się myślało, oglądało te wszystkie mecze i tak się marzyło, że kiedyś będzie się jakimś wielkim zawodnikiem.

Czego nauczył cię sport? Nauczyłem się przede wszystkim tego, że nawet jeśli jesteś niewiadomo jakim sportowcem, a nie stoi za tobą ktoś wpływowy, to wielkich szans na wybicie się nie masz. Kiedyś byłem taki, że zaczynałem w coś grać i przegrywałem to zaraz się poddawałem. Teraz jest tak, że jak przegrywam budzi się we mnie adrenalina, czy coś, staram się dać wszystko to, co mam w sobie, wszystkie swoje siły i cisnę do końca. Gdzie jest twoje miejsce w sporcie? Ja gram we wszystko, ale to nie jest tak, że na wszystko poświęcam równo czasu. Nie raz było tak, że po treningu miałem jeszcze siłę i chęć więc szedłem sobie pobiegać. Teraz na przykład chcę trochę odpoczynku. Zawsze myślałem, że z tego mojego uprawiania będzie jakaś przyszłość, ale po tym jak nie dostałem się do mojej szkoły zmieniłem całe nastawienie, że czas z czegoś zrezygnować. I co teraz? Koniec z treningami, boiskiem, sukcesami? Kończę ze sportem w tym sensie, że nie myślę o nim przyszłościowo, od teraz są to tylko kategorie zdrowia i przyjemności. Ale nie żałuję tych pięciu lat które poświęciłem. To nie było tak, że wychodziłem sobie z kolegami, wolałem iść i pokopać sobie w piłkę. To są setki godzin, litry wylanego potu tylko i wyłącznie z mojej woli! Nikt mi nie kazał przecież. Nie jestem takim typem człowieka, który zobaczy, że trener nie patrzy i ja będę się obijał. Kiedy miałem do wyboru dziewczynę, naukę i sport zawsze wybierałem sport, zawsze był u mnie na pierwszym miejscu. Bardzo, bardzo chciałem starałem się i harowałem aby być jak najlepszym zawodnikiem. Dla mnie sobota oznaczała poważne skupienie, żadnych imprez, najważniejszy był mecz.

Dlaczego? No bo to lubię! Zawsze myślałem, że to będzie moja przyszłość.

To było twoim największym marzeniem? Myślę, że tak.

Opowiedz o wydarzeniu powiązanym ze sportem, które przyniosło ci maksimum przyjemności. Chyba plażówka, w tamtym roku. To wtedy była tak różna pogoda, paskudne warunki. Wiem, że zapracowałem z Mazurkiem równo po połowie. I zawsze będę to pamiętał. Cieszyłem się jak głupi. Dlatego, że solidnie zapracowałem na ten sukces. Jesteś dobry w taki wielu dyscyplinach. Która z nich jest ci najdroższa? Nie raz, kiedy miałem chwile zwątpienia odchodziłem od piłki nożnej. Teraz też chciałbym coś bardziej pograć w siatę, ale zawsze wracam do nogi. To robiło się całe życie. Nie chciałbym kategorycznie zostawić lecz grać w jedno i drugie. A tak się nie da.

Poświęcałeś na treningi i przygotowanie do meczy, zawodów ful czasu. Nigdy tego nie żałujesz? Tego, co zrobiłem dla siebie nigdy nie będę żałował. Ale żałuję tego, że myślałem, że moje granie wystarczy na jakieś „lepsze granie, a niestety. Nie musisz się nawet chwalić, aby ludzie zauważyli jaki jesteś zdolny. Wiem, że mam potencjał. Jeżeli ktoś miał do mnie jakiś problem o to, co robię, to pewnie powiedziałbym, że ma się ze mną zmierzyć. Ale tak poza tym, to nie lubię mówić o tym, co robię. Nie uważam się za lepszego od innych przez to co robię.

Trening, zawody, sukces. Co dla ciebie jest najważniejsze? Przygotowanie. Trzeba się dobrze przygotować, żeby coś z tego wszystkiego wynieść, żeby jakoś wyglądać na tych zawodach.

Jak to jest z tobą, gdy uprawiasz jakiś sport drużynowy? Często było tak, że ja grając we wszystko byłem pewny siebie, ale do pewnego momentu. Wiedziałem, że w razie czego, zawsze mam kogoś komu mogę podać piłkę, podać pałeczkę i on nadrobi. Ważne jest, czy lubi się ludzi z drużyny. Najlepiej mi jest, jeśli gram z kimś już kilka lat, wszystko między nami w porządku wtedy miło jest dzielić ten sukces na wszystkich.

Odchodząc na chwilę od tematu sportu; jak minęły ci trzy gimnazjalne lata? Mogłem się więcej uczyć bo wiem, że i do sportu i do nauki mam dryg. Ale wybrałem sport. Teraz , od przyszłego roku chcę się zabrać za naukę. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, niestety podejrzewam, że po zakończeniu szkoły z wieloma nie będę miał kontaktu. W pierwszej klasie wszyscy się tylko poznawaliśmy. W drugiej, powoli zaczynaliśmy coś razem robić, a teraz non stop wspólne wypady. Nie łączy nas zwykle koleżeństwo, myślę, że między wieloma z nas jest dużo głębsza więź. Przez ter trzy lata nie wiem, czy ja się zmieniłem, ale na pewno zmieniło się moje myślenie co do tego, co zawsze chciałem robić. Jak przyszedłem do pierwszej klasy myślałem, że dobrze gram w piłkę i zdziałam cuda; bardzo intensywnie trenowałem. Teraz przejrzałem na oczy, że jest dużo ludzi podobnych do mnie, którzy osiągają wyniki bez takiego zaangażowania. Chciałem iść do dobrej szkoły gdzie gram na wysokim poziomie, rzucam wszystko i trenuję.

Jaką masz swoją wizję za 5-10 lat? Ciągle chciałbym sobie kopać w piłkę rekreacyjnie, nie tak intensywnie jak do tej pory.

Czym musiałby odznaczać się człowiek, który mógłby być twoim potencjalnym przyjacielem? Musiałby umieć mnie wysłuchać i nikomu tego nie opowiadać.

Jak się czujesz, gdy grasz, a publika pełna emocji ostro kibicuje (Np. na Powiatowych Mistrzostwach w kosza) ? Wtedy to wszystko mi się jakoś rozmazuje. Wiem, że jest publika, hałas, wszyscy w emocjach. Ale to nie może tak być, że grający na boisku nie może się rozpraszać. Wtedy zrzuciłem z siebie cały plecak presji i dopiero zacząłem grać w finale, kiedy publika zaczęła żyć. Wcześniejsze mecze bez publiki były ospałe i na styku.

Czym według ciebie musi odznaczać się prawdziwy sportowiec? Uważam, że jeśli już się do czegoś podejdzie to trzeba mieć wolę walki. Jeżeli trenuje się coś przez pewien okres czasu, osiąga się sukcesy i jeżeli przytrafi się jakiś wypadek i ten ktoś nie wróci do sportu, to uważam, że on w niczym nic nie osiągnie. Chęć walki jest najważniejsza, tego właśnie uczy sport. Talent, pieniądze to jedno. Ale najważniejsze jest zaangażowanie w to, co się robi. Jesteś rozpoznawalny w szkole, bo zasłużyłeś sobie na to. Dobrze ci z tym? Tak, to jest fajne. Ale zauważyłem, że póki ja i moje drużyny wygrywamy wszystko jest super. Jak zaczyna się coś psuć, u wielu osób spadam na dalszy plan.

Zajęcia które obok sportu sprawiają ci przyjemność? Rozgraniczam to, kiedy jest czas na sport, a kiedy mam chwilę dla siebie. Wtedy wychodzę z moimi znajomymi. Jednak sport zawsze był tka moją rutyną, pracą. Nie lubię, gdy ktoś komuś każe coś robić. Ja sam z siebie zawsze z chęcią szedłem pokopać w piłkę, pobiegać.

Czego życzysz ludziom, którzy chcą przeżyć piękną przygodę ze sportem? Treningu i zaangażowania. Serdecznie dziękuję za wywiad i życzę powodzenia! rozmawiała Margus

Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.
Początek strony