Jesteś tutaj: Strona głównaPasja pisaniaNie wiem, gdzie jest moje miejsce - autorka: Daria Ładowska

Nie wiem, gdzie jest moje miejsce - autorka: Daria Ładowska

  Nie wiem, gdzie jest moje miejsce. Otwarcie to przyznaję. Jestem w (podobno) najcięższym okresie, czyli okresie dojrzewania.
I naprawdę tego nie wiem.
  Czasami, kiedy wydaje mi się, że idealnie się z kimś dogaduję, nagle wychodzi na jaw, że to nie jest do końca prawda.
  Więc gdzie jest moje miejsce? U boku którego z 6,9 mld (według Wikipedii) ludzi? Szansa, że spotkam osobę, która będzie miała takie same zainteresowania, jak ja, jest taka sama, jak to, że zostanę baletnicą, polecę na Sri Lankę i będę wynajmowała  pokój ze starym, bezzębnym szamanem, którego matka pochodzi z Delty Orinoko, a ojciec z Lublina.
  Jak więc mam znaleźć moje miejsce we współczesnym świecie? Należałoby szukać w najbliższym otoczeniu.
  Na pewno nie znajdę mojego miejsca wśród ludzi dorosłych. Oni mają inny sposób bycia. Nie mówię, że wszyscy, ale większość tak. Na przykład dochodzą do wniosku, że nie warto robić czegoś tylko dla siebie. Trzeba robić coś, co nam się przyda. Po co miałabym się uczyć języka na ten przykład – hiszpańskiego? Przecież nie planuję pojechać do Hiszpanii, prawda? Więc jaki jest sens? Albo - „po co idziesz na spacer? Otwórz okno, będziesz miała powietrze. Zamiast łazić gdzieś po mieście lepiej zostań w domu i odrób lekcje. Odrobiłaś? No to się poucz. Nauczyłaś się już? To poczytaj sobie Bardzo Mądrą Książkę, Która Przyda Ci Się W Przyszłości.”
  A jeżeli ja nie chcę robić czegoś, co mi się przyda? Jeżeli chcę iść na spacer tylko po to, żeby kontemplować jesienny krajobraz?
  Najbardziej przeraża mnie to, że im jesteśmy starsi, tym częściej dochodzimy do wniosku, że robienie czegoś dla siebie nie ma już sensu. Rzadziej mamy ochotę wyjść na spacer albo po prostu wziąć kredki i coś narysować.
  Dochodzę do wniosku, że dzisiejsi trzydziestolatkowie tak w sumie nie robią chyba nic dla siebie (Mam na myśli rzecz jasna osoby, które są zajęte rozwijaniem swojej kariery, żeby było jasne). Oczywiście, mają jakieś hobby. Najlepiej wspinaczka wysokogórska, nurkowanie albo coś równie modnego. Bo przecież, siedząc w swoim pięknym mieszkaniu, przy pięknych znajomych, trzeba pokazać równie piękne zdjęcia z wakacji. Bo gdyby pokazali na przykład, jak siedzą razem w ogródku, przy grillu i jedzą kiełbasę, to piękni znajomi pokiwaliby ze współczuciem głowami i powiedzieli, że oni też muszą spłacać kredyt.
  No więc skoro nie dorośli, to może rówieśnicy? Infantylni koledzy, którzy cieszą się, kiedy uda im się pociągnąć koleżankę za warkoczyk, czy koleżanki, które lustrują mnie od góry do dołu, a następnie łaskawie kiwają głową, mówiąc, że mogę koło nich usiąść.
  Wybór jest rzeczywiście bardzo ciężki. Kolegowanie się z chłopakami jest dobre, ale tylko do momentu, kiedy nasz przyjaciel się nie zakocha. Pół biedy, jak jego wybranką będzie inna dziewczyna, bo wtedy ryzykujemy tylko to, że w najmniej oczekiwanym momencie, targana zazdrością, rzuci się na nas i wydrapie nam oczy.
  Gorzej, jak on zakocha się we mnie. Wtedy to już kompletna mogiła. No bo jak się przyjaźnić z własnym chłopakiem? Nie da się. Pomińmy nieliczne wyjątki, które myślą, że się da, bo  i tak kiedyś się przekonają, że byli w błędzie.
  Więc zostają koleżanki. Jeżeli dobrze trafię, znajdę koleżankę, która jest spokojna, miła, sympatyczna, nigdy nie bywa zmęczona czy też bez humoru. Po prostu taka bratnia dusza. Muszę dodać, że jest większe prawdopodobieństwo trafienia „szóstki” w Toto Lotka, niż znalezienie takiej koleżanki? Chyba nie.
  No więc załóżmy, że mam koleżankę. Ma swoje wady, ale nie jest źle (W końcu nikt nie jest idealny, prawda?). Wszystko pięknie, ładnie, aż do momentu, kiedy jej chłopak (lub przyszły chłopak) przez przypadek się na nas popatrzy. Albo co gorsza odezwie. Wtedy u koleżanki budzi się instynkt mordercy. Jest gotowa rozszarpać nas pazurami albo zadźgać pierwszym narzędziem, jakie wpadnie jej w ręce. Nawet, jeśli będzie to paczka chusteczek higienicznych. Bo wściekła kobieta jest zdolna do wszystkiego.
  No więc skoro nie dorośli ani rówieśnicy, to kto? Sama sobie nie mogę żyć, bo człowiek, jak wiadomo, jest zwierzęciem stadnym.
  Trzeba więc delikatnie wyperswadować chłopakowi miłość do mnie i ułagodzić koleżankę. Wtedy może wszystko się ułoży.
  A jeżeli się nie ułoży, to chyba będę musiała nieco się zmienić. A kiedy będę czuła, że zmiany idą za daleko (bo przecież nie ma sensu wyzbywać się całej swojej osobowości dla kogoś, kto nie akceptuje mnie takiej, jaką jestem), to będę musiała zmienić otoczenie.
  I chyba na tym polega życie. Cały czas musimy się dostosowywać. Czy nam się to podoba, czy nie.

Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.
Początek strony